La cucina è un'arte e i cuochi sono artisti - Kuchnia to sztuka, kucharze to artyści
lunedì 21 marzo 2016
martedì 23 febbraio 2016
Jeden karczoch dziennie lepszy niż wizyta u lekarza
Tak, przyznam się, że Raj wyobrażam sobie jako ogromne pole karczochów! Spośród wszystkich warzyw na świecie to karczochy kocham najbardziej, zarówno dla ich smaku, jak i ze względu na kształt, ale przede wszystkim dla korzyści, jakie ich jedzenie przynosi naszemu organizmowi.
Karczochy odkryłam we Włoszech. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś podobnego. Dla mnie to były dziwne zielono-fioletowe kwiaty, o twardych łodygach i lekko kwaśnym zapachu. Przypominały mi gigantyczne osty.
To się je czy służy tylko do ozdoby? - spytałem natychmiast na widok karczochów wystawionych na straganach rzymskiego rynku Campo de' Fiori.
Do tej pory pamiętam mojego pierwszego karczocha, którego zjadłam w restauracji Galeassi na Placu Najświętszej Marii Panny na Zatybrzu (Piazza Santa Maria in Trastevere). Przygotowywał je tam szef kelnerów, niejaki pan Luciano, oczywiście "alla roman" (czyli po rzymsku) – były więc gotowane z czosnkiem, cytryną i miętą.
Karczochy w restauracji Galeassi są pyszne, więc zasługują na wzmiankę na moim blogu. Jeśli będziecie mieć okazję warto spróbować.
Nawet mój królik, którego kiedyś hodowałam w domu kochał karczochy. Był przekonany, że lodówka to jaskinia Ali Baby, gdzie ukryto te skarby i siedział przed nią jak zahipnotyzowany przez wiele godzin, z jedną myślą w głowie: "Sezamie otwórz się!"...
Zajęło mi piętnaście lat, aby nauczyć się obierać i gotować karczochy. Byłam tak rozżalona, że trzeba je obdzierać z tylu płatków, iż pozostawiałam ich zawsze zbyt wiele, co stawało się dramatem gdy na kolację przychodzili goście i musieli nieprzeżute włókna wyciągać z zębów i wypluwać na talerz.
Dopiero teraz rozumiem, że karczoch oferuje nam swe serce, a my musimy dotrzeć do niego. No cóż... w dalszym ciągu ilekroć obieram karczocha, serce mi się kraja.
Naturalny detoks dla organizmu
Ale dlaczego zdecydowałam się wreszcie napisać o karczochach? Od stycznia rozpoczął się we Włoszech karczochowy sezon. W Polsce praktycznie mamy już warzywa i owoce sprowadzane z całego świata, a karczochów jakoś nigdzie nie widać. Może więc wprowadzę na nie modę. A od mody wszystko się zaczyna… Królowa Bona wprowadziła do Polski włoszczyznę, może mnie uda się przekonać Was do karczochów.
Ja osobiście Cynara scolimus czyli karczochy uprawne jem dla zdrowia i zaliczam je do kategorii "super pokarmów". Są bogate w potas, sód, wapń, fosfor, żelazo i witaminy (A, B1, B2, C, PP). Dzikiego karczocha (Cynara cardunculus) wykorzystywano od czasów starożytnych w medycynie. Jego charakterystyczny zapach i gorzki posmak zawdzięczamy tzw. "cynarynie": substancji, która ułatwia przepływ żółci i diurezę, bogatej w polifenole. Karczoch zatem to przeciwutleniacz, ma działanie oczyszczające i lekko przeczyszczające, wspomaga trawienie, pomaga obniżyć poziom cholesterolu całkowitego. Jest również doskonałym sprzymierzeńcem w zapobieganiu i leczeniu cukrzycy.
To warzywo jest prawdziwym przyjacielem naszej wątroby, więc jego jedzenie stanowi naturalny sposób na detoks na przełomie zimy i lata. Poza tym pomaga zwalczać cellulit oraz wykwity skórne będące wynikiem złej diety. Na pewno gotowanych karczochów nie powinno zabraknąć w dietach odchudzających. Nie jest przesadą stwierdzenie, że jeden karczoch dziennie jest lepszy niż wizyta u lekarza...
Ponadto jest to warzywo bardzo bogate w inulinę, rozpuszczalne włókno, które wspomaga trawienie i wzrost Bifidobacterii w mikroflorze jelitowej (co reguluje funkcje jelitowe) i jednocześnie hamuje obecność szkodliwych bakterii.
Afrodyzjak i symbol seksualny
Karczochy, których Włochy są jednym z największych producentów na świecie, pochodzą z Bliskiego Wschodu. Arabowie nazwali je "karshuf". Ta roślina zrobiła już wielką karierę w starożytnym Rzymie i "serce Cynary" (jak ją nazywano) doceniano gotowane w winie lub wodzie z oliwą z oliwek. Jej uprawa została wprowadzona na Półwyspie Apenińskim najprawdopodobniej w IV wieku ne., z Sycylii.
Pierwsze implanty posadzono w rejonie Neapolu, a następnie kolejno w Toskanii i innych regionach.
Królowa Katarzyna Medycejska była wielką wielbicielką karczochów i za jaj sprawą stały się one znane we Francji, a później moda przeniosła się na inne królewskie dwory Europy.
Jak przypomina włoski pisarz i etnograf Peppe Renzi, autor cennej książki "Charakterystyczne i typowe potrawy rzymskiego świata", w Renesansie karczoch zyskał sławę jako afrodyzjak, prawdopodobnie zawdzięczając ją swojemu fallicznemu kształtowi. Ale nie tylko. W rzeczywistości to warzywo ma podwójną symbolikę. Jeśli obejrzymy je lepiej, obrane i przepołowione, możemy dojść do wniosku, że serce karczocha ma wygląd seksualnego narządu kobiecego. Nazwa Cynara pochodzi od imienia mitologicznej dziewicy uwiedzionej przez boga Jowisza, a następnie przemienionej w karczocha...
Wielki francuski gastronom Grimond de la Reyniere uznał go jako "żywność bardzo zdrową, zwłaszcza dla żołądka i działającą jako lekki afrodyzjak". Podawano go zawsze na zakończenie wieczornego posiłku, aby wspomagał trawienie i pobudzał "miłosny apetyt."
Poeta Pablo Neruda napisał nawet "Odę do karczocha", w której sławi warzywo o miękkim sercu ukryte w zbroi wojownika.
Włoskie odmiany karczocha
Karczoch to roślina wieloletnia, wyrastająca aż do 1,5 m wysokości, wyrasta z kłącza zakopanego w ziemi, z którego wychodzą rozgałęziające się liście i pędy. Łodyga jest mocna, cylindryczna i mięsista, z długimi liśćmi koloru srebrno-zielonego, które przypominają paprocie. Pędy przemieniają się w łodygi uwieńczone kwiatami. Te zaś mogą mieć różne kształty, w zależności od odmiany (niektóre z nich są bardziej wydłużone i szyszkowate, inne bardziej sferyczną). Gdy kwiat wyrasta prosto z trzpienia jest nazywany „cimarolo” – czyli „karczochem szczytowym”. Jest on najbardziej poszukiwany, a co za tym idzie również najbardziej kosztowny z całego plonu, ponieważ ma doprawdy bardzo miękkie serce i najmniej twardych płatków, które trzeba usunąć.
Sezon na karczochy rozpoczyna się na przełomie stycznia i lutego, a kończy się w maju-czerwcu. W tym czasie zbiera się tzw. odmianę wiosenną (karczochy wczesne). Odmiany jesienne (późne) są mniejsze i przeznaczone dla przemysłu przetwórczego.
Niestety hodowla karczochów wymaga umiarkowanego klimatu, gdyż poniżej zera roślina zamarza. To główny powód dla którego nie można go uprawiać w Polsce, a szkoda.
Cynara cardunculus (dzikie karczoch) są pełne cierni. Udomowione odmiany do uprawy nie mają tego problemu, z pewnymi wyjątkami, takimi jak Moloch z Sardynii.
Wśród najbardziej znanych odmian karczochów we Włoszech mamy:
- Katański
- Fioletowy z Sycylii
- Rzymski
- Paestum (odmiana chroniona geograficznie)
- Fioletowy z Toskanii
- Moloch z Sardynii
- Moloch z Albenga (odmiany z Ligurii)
Rzymskie karczochy
Rzymskie karczochy (tzw. "Romansachi") są duże, prawie okrągłe, mają niewiele odpadów i najlepiej nadają się do gotowania z farszem.
Według niektórych historyków, to znów Etruskom zawdzięczamy pierwsze uprawy Cynara cardunculus - tak jak zresztą dzikiego czosnku - o czym świadczą przedstawienia stylizowanych liści karczocha w niektórych grobach nekropolii etruskiej w Tarquinii.
Okolice Rzymu słyną ze swoich upraw karczochów. Do najbardziej znanych hodowli zaliczaja się te w Ladispoli i Cerveteri, gdzie produkuje się Rzymskiego Karczocha IGP (objętego ochroną geograficzną). W dniach od 15 do 17 kwietnia 2016 roku odbędzie się 66. edycja Festiwalu Rzymskich Karczochów w Ladispoli.
Życzę wam, abyście zakochali się w karczochach, tak jak ja
Agnieszka Zakrzewicz - food watcher
lunedì 7 dicembre 2015
Slow Food Festival – Central Europe zgromadzi wspólnoty Terra Madre w grudniu w Krakowie
Slow Food Festival – Central Europe (Slow Food Festival – Europy Środkowej) odbędzie w dniach 12–13 grudnia 2015 r. w ICE Krakow Congress Center (ICE Kraków Congress Center) w Krakowie w godz. 10.00–18.00 Organizatorami są Slow Food Poland (Slow Food Polska) oraz Krakow Festival Office (Krakowskie Biuro Festiwalowe).
W festiwalu weźmie udział niemal 200 rolników, przetwórców i producentów żywności z sieci Slow Food i Terra Madre, a także eksperci i specjaliści w dziedzinie żywności z Europy Środkowej. Przybędą delegaci z Armenii, krajów bałtyckich, Białorusi, Bułgarii, Czech, Gruzji, Mołdawii, Rumunii, Słowacji, Słowenii, Ukrainy, Węgier, Austrii, Niemiec oraz Włoch.
Podczas festiwalu zaprezentowanych zostanie kilkanaście produktów ze Slow Food Presidia, czyli projektów bezpośrednio wspierających rzemieślników produkujących żywność. Na stoiskach pojawi się na przykład Mangalica sausage (kiełbasa z mangalicy) przywieziona z Węgier przez jednego z hodowców świni węgierskiej rasy mangalica. Dotrą również producenci rumuńskiej bryndzy Bucegi Mountain Branza de Burduf (branza de burduf z Bucegów) oraz polskiego Oscypek (oscypka).
Ponadto w program Slow Food Festival znajdzie się 30 laboratoriów smaku, warsztatów kulinarnych, debat tematycznych i pokazów z udziałem uznanych autorytetów. Na festiwalu sieć Slow Food reprezentować będą: Ursula Hudson, prezes Slow Food Germany (Niemcy), Marta Wille-Baumkauff, szefowa Slow Food Tokaj (Węgry), oraz Phillip Braun, który kieruje Slow Food Linz (Austria). Pojawią się oni na festiwalu w sobotę, 12 grudnia, o godz. 11.00, w ICE Kraków Congress Center, by wziąć udział w dyskusji na temat szans i wyzwań rolnictwa w Europie Środkowej.
Począwszy od piątku, 11 grudnia, przez cały weekend festiwalowy w krakowskich restauracjach, klubach i barach odbędzie się 15 kolacji tematycznych, które przygotują znani polscy szefowie kuchni rekomendowani przez Slow Food Polska. Będzie to okazja, by osobiście przekonać się, jak pyszne i zdrowe dania można przyrządzić z produktów Arki Smaku z Polski i innych krajów środkowoeuropejskich. Przewidziano także warsztaty dla dzieci, które mają pokazać najmłodszym bogactwo i różnorodność środkowoeuropejskich produktów. Podczas festiwalu prezentowane będzie również bogactwo kulturalne regionu — odbędą się koncerty, spektakle teatralne i projekcje filmów kulinarnych.
Częścią imprezy będzie Slow Wine vinotheque (winoteka Slow Wine) z ponad 250 włoskimi winami opisanymi w Slow Wine Guide (przewodniku Slow Wine). Wybór win zaprezentują także producenci z Armenii, Bułgarii, Czech, Węgier i Gruzji. Dopełnieniem degustacji i spotkań winiarskich będzie konkurs środkowoeuropejskich win na best St. Martin’s wine (najlepsze Wino Świętomarcińskie) oraz kilka warsztatów w sobotę i niedzielę (sale A i B), w których uczestniczyć będą Sarolta Bardos z winnicy Tokaj Nobilis (Węgry), Marta Wille-Baumkauff z winnicy Pendits (Węgry) oraz producenci win z winnic Livia Girboiu (Rumunia), Selvapiana Chianti Rufina (Włochy) i winnicy Fornacelle Bolgheri (Włochy).
W festiwalu weźmie udział niemal 200 rolników, przetwórców i producentów żywności z sieci Slow Food i Terra Madre, a także eksperci i specjaliści w dziedzinie żywności z Europy Środkowej. Przybędą delegaci z Armenii, krajów bałtyckich, Białorusi, Bułgarii, Czech, Gruzji, Mołdawii, Rumunii, Słowacji, Słowenii, Ukrainy, Węgier, Austrii, Niemiec oraz Włoch.
Podczas festiwalu zaprezentowanych zostanie kilkanaście produktów ze Slow Food Presidia, czyli projektów bezpośrednio wspierających rzemieślników produkujących żywność. Na stoiskach pojawi się na przykład Mangalica sausage (kiełbasa z mangalicy) przywieziona z Węgier przez jednego z hodowców świni węgierskiej rasy mangalica. Dotrą również producenci rumuńskiej bryndzy Bucegi Mountain Branza de Burduf (branza de burduf z Bucegów) oraz polskiego Oscypek (oscypka).
Ponadto w program Slow Food Festival znajdzie się 30 laboratoriów smaku, warsztatów kulinarnych, debat tematycznych i pokazów z udziałem uznanych autorytetów. Na festiwalu sieć Slow Food reprezentować będą: Ursula Hudson, prezes Slow Food Germany (Niemcy), Marta Wille-Baumkauff, szefowa Slow Food Tokaj (Węgry), oraz Phillip Braun, który kieruje Slow Food Linz (Austria). Pojawią się oni na festiwalu w sobotę, 12 grudnia, o godz. 11.00, w ICE Kraków Congress Center, by wziąć udział w dyskusji na temat szans i wyzwań rolnictwa w Europie Środkowej.
Począwszy od piątku, 11 grudnia, przez cały weekend festiwalowy w krakowskich restauracjach, klubach i barach odbędzie się 15 kolacji tematycznych, które przygotują znani polscy szefowie kuchni rekomendowani przez Slow Food Polska. Będzie to okazja, by osobiście przekonać się, jak pyszne i zdrowe dania można przyrządzić z produktów Arki Smaku z Polski i innych krajów środkowoeuropejskich. Przewidziano także warsztaty dla dzieci, które mają pokazać najmłodszym bogactwo i różnorodność środkowoeuropejskich produktów. Podczas festiwalu prezentowane będzie również bogactwo kulturalne regionu — odbędą się koncerty, spektakle teatralne i projekcje filmów kulinarnych.
Częścią imprezy będzie Slow Wine vinotheque (winoteka Slow Wine) z ponad 250 włoskimi winami opisanymi w Slow Wine Guide (przewodniku Slow Wine). Wybór win zaprezentują także producenci z Armenii, Bułgarii, Czech, Węgier i Gruzji. Dopełnieniem degustacji i spotkań winiarskich będzie konkurs środkowoeuropejskich win na best St. Martin’s wine (najlepsze Wino Świętomarcińskie) oraz kilka warsztatów w sobotę i niedzielę (sale A i B), w których uczestniczyć będą Sarolta Bardos z winnicy Tokaj Nobilis (Węgry), Marta Wille-Baumkauff z winnicy Pendits (Węgry) oraz producenci win z winnic Livia Girboiu (Rumunia), Selvapiana Chianti Rufina (Włochy) i winnicy Fornacelle Bolgheri (Włochy).
Więcej informacji można znaleźć na stronie festiwalu: http://terramadre.pl/
Slow Food Festival – Central Europe 2015 jest wdzięczny za pomoc
udzieloną przez Miasto Kraków. Impreza będzie odbywać się w ICE Kraków
Congress Center, a wieczorami przenosić się do zabytkowego centrum
miasta. Kraków jako modne i dynamiczne miejsce na mapie imprez
gastronomicznych jest idealnym wyborem na gospodarza Slow Food Festival –
Central Europe.
W celu uzyskania dodatkowych informacji prosimy o kontakt ze Slow Food International Press Office:
Paola Nano +39 329 8321285 p.nano@slowfood.it
Ruch Slow Food zrzesza ponad milion pasjonatów oddanych walce o
dobrą, czystą i uczciwą żywność: szefów kuchni, młodzież, aktywistów,
rolników, rybaków, ekspertów i naukowców w ponad 150 krajach. Sama
organizacja liczy około 100 000 członków w 1 500 lokalnych oddziałach
(conviviach), którzy wpierają stowarzyszenie zarówno poprzez składki
członkowskie, jak i organizację kampanii i eventów. Dodatkowo Slow Food
to ponad 2 000 społeczności Terra Madre wytwarzających żywność na małą
skalę w myśl zrównoważonej produkcji.
Etichette:
Convivium Slow Food,
Matka Ziemia,
oscypek polski,
Slow Food,
Slow Food Festival – Europy Środkowe,
Slow Food Polska
sabato 23 maggio 2015
Udział Slow Food w Expo 2015 podkreśla kluczową rolę bioróżnorodności i młodych rolników w wyżywieniu planety
Ruch Slow Food będzie miał własną strefę na Expo 2015;
a od 3 do 6 października Slow Food Youth Network będzie gościł w
Mediolanie młodych rolników z całego świata w ramach 'Terra Madre -
Żywimy Planetę'
Tematem tegorocznej wystawy Expo 2015, która odbędzie się w Mediolanie od 1 maja do 31 października, jest Wyżywienie planety, energia dla życia. Jest to zarazem myśl przewodnia działalności ruchu Slow Food od początku jego istnienia, determinująca jego funkcjonowanie. Mając to na uwadze i chcąc, aby głos Slow Food w kwestii wyżywienia planety był dobrze słyszalny, organizacja uznała za niezbędne uczestnictwo w Expo 2015 i przedstawienie rozwiązań dla problemów poruszanych podczas wystawy, a mianowicie zaproponowania własnej recepty - bioróżnorodności.
Podczas swojego 6-miesięcznego uczestnictwa, Slow Food zagospodaruje przestrzeń 3500 m2 zaplanowaną przez jedno z najbardziej znanych na świecie biur projektowych, Herzog & de Meuron. Celem projektu jest wyjaśnienie znaczenia bioróżnorodności w kontekście globalnego systemu żywnościowego i tym samym wykazanie jak ważne jest by została ona zachowana. Slow Food chce również zaprezentować pozytywne, dostępne już rozwiązania, które zostały wypracowane w dziedzinach bezpieczeństwa żywnościowego, zrównoważonego rozwoju i sprawiedliwszego podziału zasobów żywności.
Dodatkowo, kilka tysięcy młodych delegatów Terra Madre zjedzie się do Mediolanu na Terra Madre - Żywimy Planetę. Wydarzenie to odbędzie się od 3 do 6 października. Spotkania Terra Madre są od dawna wspaniałą okazją dla uczestników do wymiany doświadczeń. Zjazd w Mediolanie jest polityczną odpowiedzią Slow Food na Expo 2015, ma on podkreślić kluczową rolę młodych ludzi związanych z produkcją żywności, jak i również tysięcy rolników, producentów żywności tradycyjnej, rybaków, koczowników, ludów tubylczych, kucharzy, studentów i działaczy na całym świecie.
Zwrócenie uwagi na młodzież ma tu olbrzymie znaczenie: Expo 2015 stawia pytanie o perspektywę wyżywienia planety w przyszłości, wraz ze wzrostem populacji i coraz bardziej ograniczonymi zasobami naturalnymi. Slow Food apeluje w ten sposób zwłaszcza do młodych producentów żywności na całym świecie, wzywając ich do przyjazdu do Mediolanu.
Kliknij tutaj , aby pobrać pełną wersję apelu prezesa Slow Food, Carlo Petriniego, do młodych producentów żywności. Dokument dostępny jest w kilku językach.
Biuro projektowe Herzog & de Meuron stanęło na wysokości zadania tworząc dla Slow Food zrównoważoną przestrzeń, wyróżniającą się spośród pozostałych struktur Expo. Nie będzie ona zlokalizowana we włoskim pawilonie, ale na końcu Decumano, ponieważ ruch Slow Food, choć założony we Włoszech, ma obecnie silną pozycję na arenie międzynarodowej. Powierzchnia zagospodarowana przez Slow Food będzie się składać z trzech całkowicie drewnianych konstrukcji ułożonych w trójkąt, których kształt nawiązuje do typowego dla krajobrazu wiejskiej Lombardii gospodarstwa agroturystycznego. Po sześciu miesiącach Expo, struktura może być łatwo rozłożona i ponownie wykorzystana w innym miejscu. Drewnianą konstrukcję Slow Food będzie można oglądać bezpłatnie.
W pierwszej części swojej strefy Slow Food zaprosi do spaceru ścieżką edukacyjną, gdzie odwiedzający będą mogli empirycznie sprawdzić czym jest bioróżnorodność za pośrednictwem wystaw fotografii, materiałów filmowych, gier interaktywnych i instalacji artystycznych. Ta część przedstawia aktualne problemy systemu żywnościowego oraz oferuje wiele pozytywnych, praktycznych rozwiązań, które są w zasięgu każdego człowieka.
Od teorii do praktyki - zwiedzając drugą konstrukcję goście odkryją bioróżnorodność kosztując tradycyjnie wytwarzane sery i poznając proces produkcji wyrobów mlecznych. Degustacja serów jest tu sposobem na poznanie i bezpośrednie doświadczenie bioróżnorodności - różnych ras i gatunków zwierząt, oraz bogactwa serów, których tradycyjny wyrób jest wynikiem wiedzy pokoleń producentów. Za niewielką opłatą goście będą mogli skosztować czterech różnych rodzajów serów z Włoch i Europy w połączeniu z jednym z czterech win dostępnych w danym dniu. W ciągu sześciu miesięcy Slow Food zaoferuje wybór w sumie 200 win i 84 serów.
Trzecia konstrukcja to Slow Food Theater - obszar poświęcony warsztatom, konferencjom, wystawom i spotkaniom informacyjnym z producentami, gdzie zwiedzający będą się mogli dowiedzieć więcej na temat palących kwestii dotyczących systemu żywnościowego. W centralnym miejscu, na dziedzińcu, Slow Food stworzy ogród warzywny, aby zaprezentować jeden ze swoich głównych projektów poruszający takie tematy jak ochrona tradycyjnej żywności i lokalnych nasion, niezależności żywnościowej i zrównoważonego rozwoju. Ogród warzywny ma również za zadanie przedstawić jeden z głównych projektów Slow Food - 10 000 Ogrodów w Afryce - publiczności międzynarodowej.
W celu uzyskania dodatkowych informacji, prosimy o kontakt z Slow Food International Press Office:
Paola Nano, +39 329 8321285 p.nano@slowfood.it
Sharon Aknin Sheets, +39 3274737220 s.aknin@slowfood.it
Etichette:
bioróżnorodność,
Expo 2015,
Slow Food,
Terra Madre - Żywimy Planetę,
Terra Madre Slow Food Polska
sabato 29 novembre 2014
Polska miodem i mlekiem płynie, a tak słabo się promuje. Slow Food - Salon Smaku w Turynie 2014.
Podczas tegorocznego Międzynarodowego Salonu Smaku w Turynie, Polska miała niestety tylko trzy stoiska. To trochę mało jak na duży, europejski kraj o wielkim potencjale rolniczym i o wspaniałych tradycjach gastronomicznych. Wypadliśmy stosunkowo słabo nie tylko w porównaniu do Francji, Hiszpanii, Szwajcarii, Japonii, USA czy Niemiec, ale także w stosunku do Bułgarii i Słowacji - a przede wszystkim do Meksyku, Argentyny, Brazylii i Kenii.
Czy w Polsce je się i produkuje źle? Nie! Polskie
produkty nie są wcale złe - wręcz przeciwnie, niektóre są nawet wyśmienite.
Niestety ich promocja za granicą jest nadal kiepska.
- Podczas poprzednich Salonów Smaku miewaliśmy nawet
kilka stoisk, w tym roku ze względu na wybory administracyjne trudno było
znaleźć pieniądze na lepszą reprezentację Polski w Turynie. - mówi Jacek
Szklarek, prezes Polskiego Slow Food, gdy pytam go o opinię. Dzięki jego
współpracy z międzynarodową organizacją założoną przez Carla Petriniego idea
powrotu do dobrego, czystego i tradycyjnego jedzenia została zasadzona również
w Polsce - i jak sądzi sam Carlin ma szansę wynieść nasz kraj do rangi jednego
z najlepszych europejskich producentów zdrowej żywności. Szklarek współpracuje
ze Slow Foodem już od 2000 roku. Wszystko zaczęło się od pasji, aby sprawdzić w
jakiej bacówce produkuje się najlepsze oscypki. Jacek zaangażował się tak w
promocję, że oscypek został uznany jako pierwsze Presidio Slow Food, a w 2008
roku otrzymał markę DOP (Denominazione di
Origine Protetta).
I to właśnie góralskich oscypków nie zabrakło w Salonie Smaku w Turynie. Ale nie są to te same oscypki, rozpowszechnione dziś w sieci
komercyjnych supermarketów. Z prawdziwym polskim oscypkiem jest tak samo jak z
prawdziwą włoską mozzarellą. Musi być on wykonany według tradycyjnych
przepisów, z naturalnego owczego mleka dostępnego tylko od maja
do września, kiedy owce dają mleko. Wymagane są badania wody, zwierząt i
pastwisk. Tylko cztery polskie bacówki odpowiadały wszystkim wymaganiom.
Prawdziwe polskie oscypki certyfikowane jako Presidio Slow Food produkują:
Władysław Klimowski z Nowego Targu, Wojtek Kompenda z Czorsztyna, Andrzej Zubek
z Ratulowa, Józef Wojtczyk z Nidzicy.
Polski góralski ser jest już we Włoszech na tyle doceniany,
że producenci znanych włoskich win prezentują go na swoich degustacjach.
Była też Pasieka Jarosa Macieja z Tomaszowa Mazowieckiego
- drugie polskie Presidio Slow Food.
Rodzina Jarosów produkuje miody pitne od 1978 r., a zaczynali od hodowli
pszczół. Technologia produkcji odwołuje się do staropolskich tradycji
i receptur. Ich miody pitne produkowane są metodami naturalnymi, bez
konserwantów, polepszaczy, sztucznych barwników i aromatów. Surowcem jest
miód pszczeli, woda i zioła. Kilkuletnie leżakowanie pozwala im osiągnąć
znakomite walory smakowe. Jako pierwsi w Polsce wyprodukowali miód pitny
nasycany dwutlenkiem węgla i dojrzewający kilka lat - „Lipiec Perlisty”.
Kadrę kierowniczą i technologiczną firmy stanowią
członkowie rodziny Jaros. Właścicielem firmy jest ojciec Maciej. Syn Marcin
pełni funkcję głównego technologa, o jakość dba synowa Monika, a nad sprawami
technicznymi czuwa syn Bartłomiej.
Rodzina Jarosów zajęła się również produkcją ceramiki,
gdyż przez dłuższy czas nie mogli znaleźć odpowiednich naczyń dla swoich
wykwintnych trunków. Dziś ich wyroby ceramiczne stały się bardzo oryginalne i
atrakcyjne.
Prawdziwą niespodziankę Salonu Smaku w Turynie stanowiło
natomiast pojawienie się tam restauracji Metamorfoza z Gdańska. Właścicielka Justyna
Zdunek jest otwarta na nowe idee oraz nowe, ambitne wyzwania. Od niedawna do
zespołu przyszły dwie nowe osoby: zdolny szef kuchni Adrian Klonowski i nowa
menadżerka restauracji: Matylda Grzelak - jak do tej pory jedyna polska
absolwentka włoskiego, prestiżowego Uniwersytetu Nauk Gastronomicznych w
Pollenzo. To tzw. Gourmand Traveller
i koordynatorka projektu bioróżnorodności Slow Food. Do tej pory
współpracowała z Justyną Zdunek przy realizacji nowatorskiego projektu
„Metamorfoza, Gotujemy Pronature”. Matylda ma wreszcie bardzo otwartą
wizję promocji polskiej kuchni i polskich produktów: Metamorfoza ma być nie
tylko polska, pomorska, ale przede wszystkim operująca w kontekście Europy i
świata.
Gdańska restauracja na swoim stoisku w Turynie wystawiła
fantastyczne wyroby garmażeryjne z dziczyzny, takie jak polędwica z gęsiny,
sarny czy kiełbasa z dzika. Towarzyszyły temu musztardy o nucie słodko-kwaśnej
wyrabiane z żurawiny, borówek i owoców leśnych, a także powidła niskosłodzone
ze śliwek i dyni. Nie zabrakło dobrych nalewek o nucie ziołowo-leśnej, które
mogą funkcjonować po posiłku jako znakomite digestivo
(trunki ułatwiające trawienie). Prawdziwą rewelacją był olej rzepakowy tłoczony
na zimno z dodatkiem młodych igieł sosnowych - i trzeba przyznać, że ta
fantastyczna kombinacja, z kromką świeżego polskiego chleba, nie ustępowała w
niczym pod względem walorów smakowo-zapachowych świetnym włoskim oliwom z
oliwek z dodatkiem rozmarynu. Nad stoiskiem Metamorfozy w Salonie Smaku czuwał
Bartosz Czapierski.
Polska ma niesamowity potencjał eko-gastronomiczny i
dobrze, że przypomina nam o tym Carlo Petrini. Miody pitne, nalewki, piwa
regionalne, sery, masła, dziczyzna, owoce leśne, grzyby, chleby i zioła to
potencjał jaki należy wykorzystać w innowacji polskiej kuchni i produkcji spożywczej,
która mogłyby podbić rynki europejskie i światowe. Czegoś nam jednak nadal
brakuje… - kultury enogastronomicznej i rozsądnej, innowacyjnej polityki promocji na szczeblu
zarówno ogólnopolskim jak i regionalnym, która pozwoli małym producentom i
hodowcom pracować lepiej i pokazywać się na arenie międzynarodowej.
Agnieszka Zakrzewicz z Turynu
Etichette:
Agnieszka Zakrzewicz,
Jacek Szklarek,
Matylda Grzelak,
miód pitny,
oscypek polski,
Pasieka Jarosa Macieja,
Presidia Slow Food,
restauracji Metamorfoza,
Salon Smaku w Turynie,
Slow Food,
Slow Food Polska
mercoledì 26 novembre 2014
Walczcie zębami o jakość jedzenia
10 lat Salonu Smaku w Turynie.
- Drogie delegatki i drodzy
delegaci Matki Ziemi,
obchodzimy dziesiątą rocznicę
tego ruchu. Dziesięć lat naznaczonych spotkaniami, refleksjami, wydarzeniami,
takimi jak to, które odbywa się co dwa lata, w tym pięknym mieście. Co się
zmieniło w ostatnim czasie? Jak są postrzegane nasze problemy na świecie?
Wkraczamy w siódmy rok kryzysu, który dotknął całą planetę. Nie jest to tylko
kryzys ekonomiczny, ale także kryzys wartości, kryzys entropii. Nie może być
inaczej, jeśli mało energii, jaką daje nam produkowane jedzenie wymaga dużo -
biorąc pod uwagę odpady i nadwyżki - aż za dużo niegodziwości. –
mówił Carlo Petrini, lider Slow Food, na otwarciu tegorocznego Salonu Smaku w
Turynie.
Kiedy
włoski krytyk kulinarny wpadł na pomysł aby zorganizować ten fantastyczny
festiwal gastronomiczny, w 2004 roku wydawało się wręcz niewiarygodne, że uda
mu się zebrać 100 uczestników. Dziś nazwa Slow Food jest marką w 175 krajach
świata. Na imprezę zjechało się ponad 2 tys. delegatów nawet z najbardziej
odległych i zapomnianych wiosek naszej planety. Rolnicy przybyli w strojach
etnicznych, przywożąc ze sobą prawdziwe nasiona (nie modyfikowane genetycznie)
oraz warzywa i owoce – małe, karłowate, kwaśne, ale niesypane. Ponad tysiąc
produktów zostało wystawionych (a później sklasyfikowanych) w Arce Smaku –
instalacji umieszczonej w centralnej sali wystawienniczej, zwanej Owalem.
Nasiona i nasionka o przedziwnych formach, dynie i jabłka, jakich nasi
dziadkowie już nie pamiętają, cebule przeróżnych kolorów i wielkości. Jednym
słowem – cuda, cudeńka, które nasze wnuki będą podziwiać już chyba tylko na
zdjęciach…
| Warzywa w Arce Smaku |
To
projekt organizacji Slow Food, którego celem jest stworzenie niezależnego,
międzynarodowego banku nasion przechowywanych przy Uniwersytecie Nauk
Gastronomicznych w Pollenzo.
W XX wieku w Europie i
Ameryce zniknęło ponad 80% produktów spożywczych (warzyw, owoców, zbóż, odmian
żywca). Dlatego też Petrini powołał program odbudowy bioróżnorodności. Tak jak
na Arce Noego - w Arce Smaku mają się znaleźć zagrożone zagładą rośliny i
zwierzęta oraz żywność, która zniknęła z naszych stołów. We Włoszech
prowadzeniem programu zajmuje się 196 lokalnych ośrodków, w pozostałych krajach
świata - 65.
![]() |
| Carlo Petrini, założyciel Slow Food |
- Wiecie, że na świecie mamy genetyczne
dziedzictwo ponad 7000 gatunków roślin, które mogą zapewnić żywność dla ludzi.
Niezależnie od tego komercyjny system produkcji żywności opiera się jedynie na
30-40 gatunkach. Na całym świecie, aż 1600 instytucji zajmujących się ustawową
ochroną bioróżnorodności zbiera tysiące nasion - ale nie należą one do tych
7000 gatunków, lecz zawsze i tylko do tych 30-40 gatunków, którymi ludzkość się
żywi. Słuszne jest więc pytanie: gdzie jest to całe dziedzictwo ponad 7000
gatunków roślin jadalnych, które mogą rozwiązać problem głodu? To dziedzictwo
jest na waszych polach, w waszych sadach i na waszych terytoriach. Jesteście
prawdziwymi obrońcami tej różnorodności biologicznej. Trzymacie w rękach
możliwość obrony zapomnianych, starych gatunków, które przemysł spożywczy nie
obchodzą. – mówił lider ruchu Matki Ziemi.
Dziesiąty
salon Slow Food w Turynie odwiedziło tysiące osób. Można było spróbować
przysmaków z całych Włoch i niemal z całego świata, zakupić zdrową żywność,
poznać ciekawych ludzi, nauczyć się wiele i dotlenić mózg choć przez chwilę tym
„twórczym O2”, jaki daje mieszanka utopii, kreatywności, profesjonalizmu i
wiary, że lepsze jutro jest nadal możliwe. Liczba członków stowarzyszenia Slow
Food wzrosła w porównaniu do 2012 o 75%, a blisko połowę ich stanowią ludzie
poniżej 30 roku życia. Również publiczność imprezy była w przewadze „młoda”, co
mówi o tym, że zdrowe żywienie to już nie tylko modny trend, ale świadomość i
wiedza, którą zdobywa nowe pokolenie.
| W Owalu przed Arką Smaku |
Idealista z wizją
Brytyjski
dziennik „The Guardian” uznał Carlo Petriniego za jedną z 50 osób, które mogą
uratować Ziemię. Czy to przesada? Gdy się słucha Carlina (tak nazywają go
przyjaciele, a są ich już setki tysięcy, jeśli nie miliony…), rozumie się od
razu, że to postać niezwykle charyzmatyczna. Kiedy wsłuchuje się lepiej w to co
mówi, jego na pozór „utopijne idee” nabierają konkretnych kształtów. Ten
człowiek to prawdziwy lider i guru, jakich mało w XXI wieku – i coraz trudniej
takich wskazać. On sam definiuje się jako syn katoliczki i komunisty, i
przypomina bardzo papieża Franciszka (Petrini ze swoimi ideami był jednak
pierwszy i to raczej papież na nim się wzoruje pisząc listy do Organizacji
Narodów Zjednoczonych ds. Żywienia i Rolnictwa).
Slow
Food narodził się z jego inicjatywy w 1986 roku jako protest przeciwko modzie
na Fast Food i rozwojowi sieci komercyjnej proponującej masowe jedzenie na
szybko produktów niskiej jakości odżywczej. Decyzja podjęta w gronie przyjaciół
Petriniego zapadła po otworzeniu pierwszego McDonald’s w Rzymie, w pobliżu
Schodów Hiszpańskich. Logiem małego stowarzyszenia stał się ślimak, który dziś
przypomina również tzw. „@” – odwołującą się do sieci, najpierw ludzkiej,
później wirtualnej.
Oficjalnie
organizacja mająca na celu Obronę Prawa do Przyjemności powstała 21 grudnia
1989 r., w Opera-Comique w Paryżu. Manifest podpisany przez delegatów z 13
krajów głosił:
"Nasz wiek urodził się i
wychował pod znakiem cywilizacji przemysłowej, najpierw wynalazł maszynę, a
następnie na jej wzór stworzył własny model życia. Prędkość stała się naszym
łańcuchem, wszyscy jesteśmy ofiarą tego samego wirusa: Fast Life, który niszczy
nasze nawyki, przenika naszą prywatność w naszych domach, zmusza nas do
jedzenia w fast foodach. Ale homo sapiens musi odzyskać swoją mądrość i uwolnić
się od prędkości, która może zniwelować go do gatunku zagrożonego wyginięciem.
Dlatego jako sprzeciw przeciwko powszechnej głupocie "szybkiego
życia", masz do wyboru obronę spokojnej materialnej przyjemności. (…)”.
| Polska reprezentacja w Turynie. Oscypek posiada wyróżnienie Presidia Slow Food |
Convivium i Presidia
Dziś
Slow Food to wielki światowy ruch społeczny i organizacja międzynarodowa
licząca 100 tys. członków efektywnych. Skupia osoby zainteresowane nie tylko
sztuką kulinarną i tradycjami gastronomicznymi, czy miłośników tradycyjnej
kuchni z różnych regionów świata, smakoszy oraz degustatorów. Łączy przede
wszystkim grupy społeczne zainteresowane ochroną tradycyjnych upraw rolnych,
nasion, zwierząt hodowlanych oraz tradycjonalnych metod prowadzenia gospodarstw
rolnych. Sieć członków podzielona jest na tzw. Convivium (Biesiady), koordynowane przez liderów lokalnych w
poszczególnych krajach i regionach. Organizują oni uczty, degustacje podróże
eko-gastronomiczne, festiwale smaku a także wdrażają programy organizacji.
Obecnie działa ponad tysiąc Convivium
Slow Food w 130 krajach.
W
1999 roku, jako naturalna ewolucja Arki Smaku narodził się inny projekt - tzw. Presidia Slow Food. Ma on na celu wyszukiwanie, ratowanie małych produkcji i
ich waloryzację jako "doskonałości gastronomicznych" poszczególnych
krajów czy regionów świata. Produkty te uzyskują markę Slow Food. W Polsce to wyróżnienie posiadają oscypki produkowane przez baców w Tatrach oraz miody pitne Macieja Jarosa.
W innych krajach opieką Presidia Slow Food zostały objęte m.in.:
wanilia (Madagaskar), olej arganowy (Maroko), ziemniaki andyjskie (Peru), kury
znoszące niebieskie jaja (Chile), kawa huehuetenango (Gwatemala), śliwki slatko
(Bośnia i Hercegowina), jabłka firiki i nasączony oliwą ser ladotiri (Grecja),
ser z mleka jaków (Tybet), śliwki pardignone, ser kozi Brousse du Rove, czarna
świnia gaskońska (Francja), czarna fasola tolosa (Hiszpania), ser cheddar z
hrabstwa Somerset (Wielka Brytania). W Włoszech lista cennych produktów pod
opieką Presidiów liczy aż 130 pozycji. Na świecie istnieje dziś 400 Presidiów,
które skupiają ponad 10 tys. producentów.
| Delegaci przybyli z różnych stron świata |
Matka Ziemia
To najważniejszy projekt
Slow Food powstały w 2006 r. Sieć Matka Ziemia (Terra Madre) tworzą rolnicy,
hodowcy, rybacy, kucharze, którzy mają świadomość, że konieczny jest nowy model
żywienia ludzkości, godzący tradycję z nowoczesnością. Osoby te łączą się we
Wspólnoty jedzenia (Comunità del cibo) – dziś na świecie istnieje już ponad
2500 Wspólnot jedzenia. Co dwa lata, przy okazji turyńskiego Salonu Smaku organizowanego
przez Slow Food delegaci z całego świata – przybyli nawet z najbardziej
odległych i „prymitywnych” osad (rolnicy czy rybacy z Afryki, Azji, Ameryki
Łacińskiej) oraz mali hodowcy (uprawiający i hodujący rośliny i zwierzęta
zagrożone wyginięciem, prowadzący uprawy oraz hodowle biologiczne), gromadzą
się w Owalu by dyskutować o bezpieczeństwie żywienia, zagrożeniach dla
rolnictwa, ograniczeniach jakie niosą międzynarodowe traktaty faworyzujące
wielkie kolosy przemysłu spożywczego, o metodach walki o suwerenność żywienia, o ochronie różnorodności
biologicznej, o prawie do żywności
lepszej, czystej i sprawiedliwej. Ruch społeczny
Matka Ziemia powstał w wyniku naturalnej ewolucji projektów w obronie różnorodności biologicznej mających swój początek i kontynuację w Arce Smaku. Dziś Slow Food i
Matka Ziemia coraz bardziej się integrują i zazębiają.
| Przemarsz z flagami delegadów Wspólnot jedzenia z ruchu Matka Ziemia na otwarciu. |
Marnotrawstwo i głód
Powiedzenie,
że Slow Food to ruch alterglobalistyczny (jak jest postrzegany w krajach
Trzeciego Świata) czy zbieranina lewaków mniej lub bardziej radical chic (jak myśli się o tym
jeszcze zwłaszcza w Europie Wschodniej) jest nazbyt redukcyjne. Slow Food i
Matka Ziemia to autentyczna sieć ludzi, którzy zrozumieli, że walka o
zachowanie bioróżnorodności naszej planety to prawdziwa batalia naszego wieku,
której celem jest przedłużenie istnienia gatunku ludzkiego.
„Walczcie zębami o jakość
jedzenia” - te
słowa Carlina są wymownym mottem, w epoce, w której brojlery hoduje się w
niespełna 8 tygodni i karmi się je paszą z ryb odławianych masowo w morzach;
ślady soi zmodyfikowanej genetycznie znajduje się niemal w każdym produkcie
żywności przemysłowej; biały cukier pełni rolę najtańszego i najlepszego
ulepszacza smaku; zjada się warzywa i owoce hodowane pod folią na sztucznych
nawozach, które nigdy nie ujrzały słońca i dojrzewały w chłodniach przez pół
roku. W epoce, w której tylko w niespełna 80 lat liczba ludności wzrosła z 2 do
7 miliardów, i w której jeden miliard ludzi cierpi na otyłość i choroby
wynikające z nadwagi, a drugi na niedożywienie.
- Nigdy w historii ludzkości nie marnowało
się tyle jedzenia jak dziś. To wstyd, aby oglądać tony i tony odpadów
żywności w czasie, gdy tak wielu naszych braci nie ma co jeść i cierpi z powodu
niedożywienia. – mówił Carlo Petrini podczas otwarcia dziesiątej edycji
Slow Food.
Agnieszka
Zakrzewicz z Turynu
| Walczcie zębami o jakość jedzenia |
Etichette:
Arka Smaku,
bioróźnorodność,
Carlo Petrini,
Convivium Slow Food,
ekologia,
Matka Ziemia,
Presidia Slow Food,
Salon Smaku w Turynie,
Salone del Gusto,
Slow Food,
Terra Madre Slow Food Polska,
żywność
sabato 12 luglio 2014
Bezpieczeństwo produkcji żywności motorem rozwoju z szansą na przetrwanie
"Bezpieczeństwo produkcji żywności motorem rozwoju z szansą na przetrwanie" (Sicurezza Agroalimentare: Motore di Sviluppo Sosteniblie) - pod tym, po polsku nieco zawiłym tytułem, w Rzymie odbyła się konferencja międzynarodowa zorganizowana przez CNEL (Włoska Narodowa Rada Gospodarki i Pracy), otwierająca semestr Włoskiej Prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Wśród ważnych prelegentów (Antonio Marzano – Prezydent CNEL, Leonardo Becchetti – Università Roma2, Enzo Baglieri – SDA Bocconi, Dino Bramanti – Consiglio Superiore della Sanità, Annamaria Furlan - CISL, Monica Fabris – Prezydent EPISTEME, Bonifacio Sulprizio De Cecco – Pasta De Cecco, Mauro Fontana – Gruppo Ferrero, Vito Gulli - ASdoMAR, Biagio Mataluni – Oleificio Mataluni, Filippo Ferrua Magliani – Confindustria Federalimentare, Stefano Masini - COLDIRETTI, Franco Verrascina – Prezydent COPAGRI, Pietro Giordano – Prezydent ADICONSUM oraz przedstawiciele Gwardii Finansowej i Karabinierów NAS) wśród gości znaleźliśmy się również my - dziennikarze zagraniczni z Gruppo del Gusto.
Jesteśmy tym,
co jemy, ale nie wiemy co jemy...
czyli „Był sobie pomidor”
czyli „Był sobie pomidor”
![]() |
| Pomidory włoskie. Foto: A. Zakrzewicz |
Kiedy przyjechałam do Włoch dwadzieścia lat temu to właśnie pomidory
smakowały mi najbardziej. Czerwone, soczyste, dojrzałe i pachnące ziemią
rozgrzaną słońcem.
Pamiętam również dzień, w którym włoskie pomidory straciły smak. Warzywa,
które zaczęłam jeść stały się jakby z plastiku. Te nabywane we włoskim markecie
nie różniły się od tych kupowanych w sklepach masowej dystrybucji w Polsce, czy
gdzie indziej. Bez zapachu, wszystkie takie same, równie niedojrzałe choć
czerwone i bardzo zachęcające.
Jak wyniknęło z konkluzji rzymskiej konferencji Sicurezza Agroalimentare… -
nie da się ukryć, że globalizacja ma swoje dobre i złe strony. Z jednej -
pozwala krążyć towarom i ludziom po całym świecie, dzięki czemu
"nowalijki" oraz egzotyczne owoce możemy kupić w przyzwoitej cenie i
zjeść o każdej porze roku. Z drugiej - powoduje, że żywność wymyka się nam coraz
bardziej spod kontroli. Praktycznie nie wiemy co jemy. Etykietka: "pomidor
hiszpański" czy "winogrona tureckie" niewiele nam mówi. Owszem -
znamy niby kraj eksportera produktu, ale nie mamy pojęcia o tym, gdzie i jak
warzywa lub owoce rosły, czym były sypane i spryskiwane, w jakich warunkach
hodowane, kiedy je zbierano, jak długo były przewożone zanim trafiły do sklepu,
ile trwała i jak wyglądała droga od zerwania z krzaczka czy drzewka, na nasz
stół, a potem do naszego żołądka.
Nawet nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że w epoce globalizacji w przypadku
niektórych warzyw i owoców ta droga może trwać nawet sześć miesięcy. Już nie
tylko soczyste i zdrowe pomelo trafia do Europy z Chin (a pomarańcz chińska z
Tunezji czy Maroko). Trudno w to uwierzyć - ale na stołach włoskich (i nie
tylko) coraz częściej kończą pomidory Made
in China, dojrzewające w chłodniach zamiast w słońcu Półwyspu
Apenińskiego.
Bezpieczeństwo
żywienia to warunek zdrowia
Włochy są największym w Europie eksporterem żywności produkowanej na
własnym terytorium. Gastronomiczne Made
in Italy to sektor cieszący się większym powodzeniem za granicą niż włoska
moda, czy turystyka i przynoszący Włochom najwyższe dochody – 32 miliardy euro
rocznie. Nic też dziwnego, że włoska żywność jest równie chętnie i często
podrabiana co włoskie torby czy buty. Jak przypominał podczas konferencji prof.
Leonardo Becchetti z Uniwersytetu Roma2: „Na świecie jest pełno restauracji i
pizzerii "włoskich", w których nie ma ani włoskich kucharzy, ani
włoskich produktów, ani nawet włoskiego menu.
W sklepach na całej planecie można znaleźć pizzę, makarony, mozzarallę,
sosy pomidorowe - które owszem są podstawą włoskiej kuchni, ale z prawdziwą
włoską kuchnią nie mają nic wspólnego.”
Globalizacja i wolny przepływ towarów a także ugruntowanie się przemysłu
gastronomicznego (który zastąpił naturalną aktywność ludzką, jaką było
rolnictwo, myślistwo, połów i zbieractwo), i spowodował, że prawie całość
planetarnej produkcji żywności skupia się w ręku kilkunastu międzynarodowych
kolosów przemysłowych (Nestle, Danone, Mars, Unilever, Mondelez, Kraft,
Pepsico, Coca Cola) to powody dla, których konsument powinien się zacząć
martwić coraz bardziej o to, co kończy na jego talerzu - a więc w konsekwencji
o własne zdrowie.
Co zawierają tzw. "produkty markowe" wystawione w supermarketach
całego świata, po które większość ludzi sięga chętniej niż po te discountowe?
Wielkie koncerny przemysłowe nie są w stanie zapewnić sobie tych surowców tej
samej jakości do pokrycia zapotrzebowania na produkcję żywności swojej marki.
Jak pokazały badania przeprowadzone przez słowacki EurActiv (tamtejsze
stowarzyszenie konsumentów) w 2011 roku - firmy te sprzedają w różnych krajach
UE swoje produkty pod takimi samymi nazwami, choć cechują się one odmienną
jakością. Te gorszej jakości trafiają najczęściej na rynki "nowej"
Unii Europejskiej, gdzie klient jest mniej wybredny, mniej doświadczony i
doinformowany - wystarcza mu więc, że sięga po produkt markowy.
Żywność a
przyszłość planety i ludzkości
„Dziś na Ziemi żyje ponad 7 miliardów ludzi, z których 1 miliard głoduje i
1 cierpi na nadwagę oraz choroby z nią związane. Szacuje się, że za 35 lat na
świecie może być 9 a może nawet i 10 miliardów istot ludzkich. Aby wyżywić taką
ilość osób potrzeba co najmniej 2,5 planet wielkości Ziemi. Z tego powodu
intensywna hodowla żywności, stosowanie roślin transgenetycznych i produkcja
zwierząt hodowlanych z zastosowaniem inżynierii genetycznej jest nieunikniona. Istnieje
jednak innowacja pozytywna i negatywna” - podkreślił prof. Enzo Baglieri z
Uniwersytetu Bocconi.
Spór o GMO trwa od lat. Zwolennicy twierdzą, że uprawy GM są bardziej
odporne na czynniki zewnętrzne, choroby, pasożyty, kaprysy klimatyczne i w
rzeczywistości gwarantują wyższą wydajność upraw. Ich zdaniem żywność
modyfikowana genetycznie jest nawet zdrowsza, gdyż ma większe wartości odżywcze
dzięki sztucznemu wzbogaceniu o witaminy i mikroelementy. Zwierzęta
transgeniczne mogą być szybciej przeznaczane do uboju ze względu na szybszy
wzrost i są bardziej wydajne dzięki większej masie ciała. Można też je uodparniać na różne choroby. Dzięki rozwojowi
GMO wzrośnie produkcja biopaliw, czyli ekologicznego paliwa i będzie można
zdecydowanie ograniczyć użycie pestycydów i innych chemicznych substancji zatruwających
środowisko. GMO pozwoli też obniżyć ceny żywności - więc tym samym żywność
przemysłowa stanie się dostępna dla większej ilości ludzi.
Przeciwnicy organizmów transgenicznych twierdzą, że na dłuższą metę
wszystko to prowadzi do skupienia kontroli nad globalną produkcją żywności w
rękach koncernów zajmujących się wytwarzaniem jedzenia przemysłowego i
produkcją pasz. Uważają też, że może dojść do niekontrolowanego skrzyżowania i
mutacji roślin. Nastąpi kres bioróżnorodności i biobezpieczeństwa żywności,
oraz zubożenie rolnictwa i naturalnego środowiska człowieka.
Zdaniem naukowca z włoskiego Uniwersytetu Bocconi: „Jest nam potrzebna nowa
technologia żywienia. W rzeczywistości jesteśmy dopiero na początku
eksperymentów inżynierii genetycznej w przemyśle hodowlanym, która ma przed
sobą przyszłość. Nie jesteśmy jednak w stanie przewidzieć skutków mutacji
genetycznych - poznamy je dopiero za kilka lat i mogą być one nieodwracalne.”
Według prof. Enzo Baglieriego międzynarodowe koncerny żywnościowe manipulują
światową gospodarką i narzucają ludziom, co mają jeść, hodować i uprawiać. Nad
zdrowie konsumentów przekładają zysk i nie myślą o długofalowych konsekwencjach
swoich działań.
Przestępstwa
żywnościowe i system kontroli
![]() | ||
| Specjalny oddział karabinierów NAS na konferencji o bezpieczeń stwie żywienia. Foto A. Zakrzewicz |
Spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej to właśnie we Włoszech
rozwinięto najbardziej system kontroli produkowanej żywności. Nie tylko włoski
odpowiednik Sanepidu, ale także specjalny oddział karabinierów NAS, gwardia
leśna i gwardia finansowa mają prawo przeprowadzać kontrole jakości produktów
oraz przeciwdziałać ich podrabianiu. Poza tym w tym kraju działają liczne
organizacje konsumenckie jak: Adiconsum, Coldiretti czy Codacons -które
uczciwie informują klientów i przyczyniają się do wzrostu wiedzy oraz kultury
konsumpcyjnej. Zanim prawdziwe włoskie wino trafi do odbiorcy musi przejść
dziewięć etapów kontroli. Problem polega jednak na tym, że nie wszystko co
nazywa się włoskie jest naprawdę produkowane we Włoszech.
W Polsce kupujemy niemiecką Zotarellę zamiast prawdziwej mozzarelli, której
smaku tak naprawdę nikt u nas nie zna. W sklepach jest pełno najgorszej jakości
włoskich win, które są nie winem z winogron, ale czystą chemią i nie znamy ich
dystrybutorów. W restauracjach włoskich dają nam makaron lokalny zamiast
spaghetti De Cecco. Z prawdziwej pizzy neapolitańskiej, większość produktów
jakie zjada się na całym świecie, pizzę ma tylko w nazwie.
To właśnie dzięki częstym i rygorystycznym kontrolom we Włoszech wybuchło
wiele skandali gastronomicznych, jak ten dotyczący mozzarelli z dioksyną,
przetworów z mięsa koni wyścigowych, którym wstrzykiwano kortyzon czy warzyw
rosnących w "Trójkącie śmierci", czyli na terenach Kampanii, które
mafia przekształciła w wysypisko śmieci toksycznych.
Niestety ponieważ eksport żywności włoskiej przynosi dochody, nie należy
się dziwić, że również mafia zainteresowała się tą dziedziną gospodarki. Główne
jej działania na tym polu to fałszowanie certyfikatów i dokumentów
weterynaryjnych oraz wprowadzanie do sprzedaży mięsa pochodzącego z uboju
zwierząt chorych. Biznes, który przynosi przestępczości zorganizowanej około
400 milionów euro rocznie. W niektórych rejonach Włoch organizacje przestępcze
prowadzą równoległy, nielegalny rynek spożywczy kontrolując ubojnie, rzeźnie i
masarnie gdzie zabija się oraz przetwarza chore zwierzęta. Powszechny staje się
także proceder kradzieży zwierząt hodowlanych, przeznaczonych na ten nielegalny
rynek – w ostatnich latach zostało skradzionych około 200 tys. bydła, świń,
drobiu. W 2009 r. włoscy karabinierzy z NAS zarekwirowali 38 tys. ton żywności!
Zrobaczywiałe mięso, przeterminowane mleko, sery, jajka, kiełbasy a nawet ryby
– są powtórnie przerabiane z dużą ilością konserwantów i przypraw a następnie
opatrywane w sfałszowane etykietki i sprzedawane jako najwyższej jakości
specjały włoskie, najczęściej na rynki zagraniczne.
Rozwija się także proceder fałszywej żywności biologicznej, która ma co
najwyżej tylko ekologiczną etykietkę. Włoski NAS zarekwirował niejednokrotnie
tysiące jajek „biologicznych“, zakażonych salmonellą. Fałszuje się też żywność
dietetyczną oraz produkty wspomagające odchudzanie (w tym sektorze proceder
wzrósł aż o 62%).
Jak wynika z raportów organów nadzorujących produkcję włoskiej żywności i
jej eksport – co roku podrabia się gastronomiczne
Made in Italy o wartości 52 mld euro.
| Gastronomia Made in Italy. Foto A. Zakrzewicz |
Wybory
konsumentów - nowa świadomość i prawo do informacji
Do tej pory reklama przyzwyczaiła nas do sięgania po żywność, która nam się
podoba, a nie po taką, o której wiemy to, co wiedzieć powinniśmy. Reklama
żywności ma charakter ewokacyjny a nie informacyjny - działa na nasze zmysły,
gównie wzrokowe. Sięgamy więc po żywność, której marki znamy z telewizora i
gazet, do których reklama nas przekonała. Często nawet nie czytamy etykietek spożywczych,
aby zobaczyć co produkt naprawdę zawiera. Nie zastanawiamy się też nigdy jak
produkty przetworzone działają na nasz organizm.
Podczas rzymskiej konferencji o bezpieczeństwie żywienia Pietro Giordano –
Prezydent Adiconsum przypominał, że niestety często producenci nie mówią nam
całej prawdy o produkcie spożywczym i o sposobie jego powstania. Etykietki są
niejasne i dodatki do żywności mające na celu poprawienie jej smaku, trwałości
czy aspektu wizualnego - skrywają się pod chemicznymi nazwami lub skrótami.
„Jeżeli jemy źle - płacimy za to podwójnie, bo przede wszystkim własnym
zdrowiem. Cierpi nasz portfel i nasz organizm. Dlatego jest tak ważne aby w
Unii Europejskiej walczyć o jednolitość informacji umieszczanych na etykietkach
spożywczych, a przede wszystkim rozszerzyć zakres informacji na temat produktu.”
– podkreślał w swoich konkluzjach Pietro Giordano, jeden z głównych
organizatorów „Sicurezza Agroalimentare: Motore di Sviluppo Sosteniblie”.
Coraz więcej osób ma jednak świadomość, że żywność przemysłowa jaką dziś
spożywamy na masową skalę pozostawia wiele do życzenia. Rośnie też wiedza na
temat alergii i nietolerancji żywieniowych, związanych nie tyle z samym
jedzeniem, co ze środkami chemicznymi wykorzystywanymi przy jego produkcji.
O tym, że konsument staje się coraz bardziej uważny i wybiórczy, co widać
najlepiej na przykładzie Włoch – mówiła Monica Fabris – Prezydent włoskiego stowarzyszenia
Episteme badającego nawyki i obyczaje Włochów. Niezależnie od kryzysu
gospodarczego, który ograniczył bardzo wydatki w każdym sektorze, od 4 lat
rośnie konsumpcja żywności biologicznej - o 11% rocznie. Zmienia się też
pojęcie jakości jedzenia. „Nie liczy się już to, czy jest dobra i markowa, ale
jak bardzo jest naturalna i czy pochodzi z najbliższego środowiska. Według
sondaży rynkowych, aż 56% Włochów deklaruje, że jest gotowych zapłacić więcej
za żywność biologiczną pochodzącą z pewnego źródła. Dziś Włosi najchętniej
kupowaliby warzywa i owoce bezpośrednio od rolników, niestety z braku czasu
oraz możliwości są skazani na supermarkety. Coraz więcej osób jednak zaopatruje
się regularnie w niektóre produkty w sklepach biologicznych, śledząc z uwagą
jakie gwarancje daje producent. W użycie wchodzi też koncept "etyki
żywienia". – podkreślał Fabris.
![]() |
| Monica Fabris – Prezydent włoskiego stowarzyszenia Episteme badającego nawyki i obyczaje Włochów |
Jak wynika z badań Episteme - w kraju, w którym do tej pory wspólne
zasiadanie w gronie rodzinnym do obiadu i kolacji było obyczajem, zmienia się coraz
bardziej styl życia. Włosi coraz chętniej jedzą poza domem i coraz większą
uwagę przykładają do jakości produktów serwowanych w restauracjach i do
estetyki podania. W modę wchodzi Food
Design. Inny sens nabiera też pojęcie łakomstwa - dziś oznacza to jeść
mniej, ale spożywać żywność najwyższej jakości.
Widać bardzo jasno tendencję do tego, że osoby zamożniejsze i te
posiadające wyższy stopień kultury oraz wykształcenia traktują wybór jedzenia
jako inwestycję w samego siebie.
Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu
CZYTAJ TEŻ:
Etichette:
"Bezpieczeństwo produkcji żywności motorem rozwoju z szansą na przetrwanie",
ADICONSUM,
Agnieszka Zakrzewicz,
CNEL,
COLDIRETTI,
Cucina bezGranic,
Sicurezza Agroalimentare: Motore di Sviluppo Sosteniblie
Iscriviti a:
Post (Atom)














